niedziela, 20 marca 2016

..Grzech czereśniowy



Przez las kwitnących czereśni
w pośpiesznie gorące rano —
biegnę zdyszany, spocony —
bo mnie gwałtownie wezwano.

"Wezwano" — bo nikt realny
nikt znany mi z imienia
nie wołał — lecz ktoś, kto jest cieniem
swego własnego cienia.

Iść dalej? — a może zawrócić!
o, nie kuś myśli płocha!
Tam czeka poza drzewami
ktoś kogo nikt w życiu nie kocha.

Iść mi tam trzeba, a prędko —
ukoić te straszną ranę —
złożyć w pokorze miłość
na serce niekochane.

Zaplotły się kiście czereśni,
sieć gęsta, sieć pni i gałęzi —
Boże! — jakże się wyrwę
z tej rozwonionej uwięzi!

Splatają się wiotkie pręciny
i zamykają się w więzy —
w kwiatach po kostki, po biodra
nogi zmęczone ugrzęzły.

Ręce pokaleczone —
serce zbolałe z pośpiechu,
o, jak się ciężko wyzwolić
z czereśniowego grzechu.




Grzech czereśniowy   .. Emil Zegadłowicz..
              /  z tomu „Wrzosy” – 1935 r./

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz